Mińsk dla ciekawych świata, czyli atrakcje stolicy Białorusi. cz.1.

Mińsk atrakcje.

Wie Pan – mówi do mnie sprzedawczyni w sklepie – my Słowianie to się zawsze dogadamy, my tak bardzo byśmy chcieli być w Europie.

Uśmiecham się do niej, mówię, że zapraszamy do tej Europy, zabieram zakupy i wychodzę na ulicę.

 

Świeci słońce, błękit nieba odbija się w moich okularach, wciągam łyk świeżego powietrza, którego w Mińsku nie brakuje. Pewnie to dlatego, że nie ma tu zbyt wielu aut, ludzie nie tracą tu życia w kosmicznych korkach jak w Moskwie. Zresztą co by nie mówić, ludzie tu jacyś inni, nie tacy narwani jak w stolicy Rosji, nie trąbią na siebie, nie gonią się z grymasem na twarzy. Jak by spokojniejsi, czasem się nawet ktoś uśmiechnie i zaczepi.

Nie będę się wymądrzał na temat systemu tu panującego, choć mam trochę jak by rozdwojenie jaźni. Co innego wiem co innego widzę. Niby władza trzyma tu w ludzi w komunistycznym uścisku, niby nie ma wolności mediów i jest podobno tak źle, a równocześnie ludzie na ulicach wyglądają normalnie, bardziej spokojnie , w sklepach są wszystkie towary, komunikacja miasta działa punktualnie.

Sam Mińsk jest bardzo czystym miastem, nigdzie nie dostrzegam brudu, zaniedbań, a powietrze jest tu cudownie czyste, mam wrażenie, że cały czas wieje tu wiatr. Przez te kilka dni mojego pobytu tutaj, przewieje mnie do szpiku kości.

Czas na zwiedzanie atrakcji Mińska. Miasta postawionego przez Stalina na spalonej wojną ziemi, niby miasta z zabitą duszą, bo to „komunistyczny moloch”, a jednak próbującego żyć po swojemu, inaczej niż „bracia” na wschodzie, ukradkiem spoglądającego na zachód Europy, gdzie ludziom podobno żyje się lepiej.

Brama do Mińska.

To chyba najlepsze miejsce by rozpocząć zwiedzanie miasta. Naprzeciw głównego dworca znajdują się tu dwie wierze, na jednej z nich zamontowano największy na Białorusi zegar. To wojenne trofeum przywiezione bo wojnie z Berlina.

Lenin wiecznie żywy.

O ile w Poroninie wciąż mieszka baca co Leninowi leczył kaca, o tyle w Mińsku rządzi Baćka co ma pomnik swojego idola.

Na olbrzymim placu, gdzie przestrzeń pozwala by wiatr hulał do woli, stoi Dom Rządowy, nawet jakoś specjalnie nie otoczony zasiekami czy barierkami. W oddali przechadza się dwóch strażników.

To miejsce to Plac Lenina lub Plac Niepodległości .

Ten dom rządowy to wybudowane jeszcze w czasach stalinizmu olbrzymie gmaszysko, którym można by straszyć dzieci lub posłów z Nowoczesnej.

Czerwony kościół.

Jak by zupełnie przypadkowo i nie pasując do miejsca, tuż obok trafiamy na kościół pod wezwaniem świętego Szymona i świętej Heleny, zwany Czerwonym Kościołem.

Czerwony Kościół to bastion polskości i katolickości w Mińsku. Jego fundatorem był Edward Woyniłłowicz, który chciał upamiętnić swoje zmarłe przedwczesne dzieci – Helenkę i Szymona. Kościółek przez długie lata służył jako kino. Intensywnie czerwony kolor to efekt użytej do jego budowy cegły – co ciekawe, sprowadzonej w tym celu aż z Częstochowy.

Fajnie to wygląda, bo kościół wyróżnia się na tle budynków rządowych, których tyle w okolicy, a do Lenina uśmiecha się Polak z Wadowic.

 

Prospekt Niepodległości.

Dumnym krokiem, wkraczamy na Prospekt Niepodległości. Długa na piętnaście kilometrów ulica, prosta i szeroka jak myśl Stalina, za którego to czasów i ku jego wiecznej chwale została wybudowana.

Piękna przestrzeń, socrealistyczne kamienice tworzą tunel dla wiatru, wieje tak, że zrywa zegarki z rąk przechodniów. Może dlatego nie ma tu reklam, bo pewnie wiatr komunistycznej odnowy by je dawno porwał, precz z kapitalistyczną pożywką dla mas. Ma być szaro i schludnie. Trochę do tego nie pasują zachodnie marki samochodów i pobliski MC Donald.

KGB

Co ciekawe na Białoruś wciąż funkcjonuje KGB czyli Komitet Bezpieczeństwa Państwowego Republiki Białorusi.

To służba specjalna Białorusi, zajmująca się wywiadem, kontrwywiadem, kontrwywiadem wojskowym .

Jako jedyna służba specjalna państw powstałych po rozpadzie ZSRR, zachował nazwę sowieckiego KGB. Ech ten Baćka, jaki romantyczny, kultywujący tradycje swoich zacnych poprzedników.

Piękny budynek, niczym nie oznaczony, dyskretnie wkomponowany w ulicę, pewnie przez dekady siał postrach wśród mieszkańców, a jak widać nadal większość pieszych idzie drugą stroną ulicy, samochody jak by lekko przyspieszały przejeżdżając obok. Nie ma tu strażników, nie dostrzegam tablicy, to nie Łubianka w Moskwie, a dyskretny aparat przymusu. Musi być jednak bardzo sprawny, bo społeczeństwo sprawia wrażenie bardzo karnego, może nie tak jak w Korei Północnej, ale jednak poprawnie politycznego.

Feliks.

Tym czasem po drugiej stronie ulicy, znajduje się pomnik, który wprowadza mnie w konsternacje czuję się wręcz skonfudowany.

Pamiętam to nazwisko, codziennie rano gdy jechałem do liceum i czekałem na tramwaj widziałem je nad wejściem do huty. Górowało nad wszystkimi robotnikami wchodzącymi do pracy, ale w końcu komuna się skończyła tak gdzieś koło 04.06.1989r. a litery tworzące nazwisko tego parszywca, spadły na ziemię.

Feliks Dzierżyński – polski i radziecki działacz socjaldemokratyczny i komunistyczny, twórca i szef pierwszych sowieckich organów bezpieczeństwa: Czeka, GPU i OGPU, symbol terroru w rewolucyjnej i porewolucyjnej Rosji, zyskał przez to miano Żelazny Feliks, Krwawy Feliks i Czerwony Kat. Uważany za jednego z twórców państwa radzieckiego.

Zastanawia mnie jak to możliwe, że nawet tu, taki relikt  stalinowskiej Rosjii  przetrwał. Kto zdecydował o tym, że do dziś nie usunięto go, jak liter nad bramą huty.

Pod pomnikiem nie ma ani kwiatów, ani zniczy. Nic. Chyba większość mieszkańców Mińska podziela moje zdanie, ale aktualna władza już chyba nie.

Górne Miasto, Wysokie Miasto, Wysoki Rynek.

Uciekam od komunistycznych atrakcji i skręcam w lewo z Prospektu Niepodległości.

Po kilku minutach znajduję pomnik Stanisława Moniuszki i Wincentego Dunin-Marcinkiewicza.

Autorem pomnika są białoruscy rzeźbiarze Leu i Siarhej Humilewscy. Ich praca zwyciężyła w konkursie „Stanisław Moniuszko i dramaturg Wincent Dunin-Marcinkiewicz twórcy białoruskiej klasycznej opery narodowej”. Odsłonięciu pomnika towarzyszył koncert.

Moniuszko jest autorem muzyki do libretta opery autorstwa Marcinkiewicza – „Sielanka” – pierwszej opery, w której część libretta napisano po białorusku.

Kompozytor urodził się w podmińskim majątku Ubiel, w latach 1830-36 jego rodzina przeniosła się na stałe do Mińska. Wincenty Dunin-Marcinkiewicz – był poetą i dramaturgiem piszącym po polsku i po białorusku. Jest uważany za pierwszego klasyka białoruskiej literatury. Moniuszko napisał cztery ze swoich 20 oper do libretta Dunin-Marcinkiewicza.

W XVI w. dzielnica została zaprojektowana jako nowa dzielnica Mińska.

Dziś znajduje się tu ratusz.

Kościół pod wezwaniem świętego Ducha oraz monastyr Bazylianów.

Czas na piwo.

Trochę przewiani wiatrem, postanawiamy odpocząć i kryjemy się w pobliskiej knajpce. To jest jeszcze fajne na Białorusi, że ceny są wciąż bardzo dla nas przystępne, nawet w bardzo popularnych miejscach ich poziom nie morduje na miejscu naszego portfela .

Pierwsze co przychodzi na myśl to pierogi, czerwony barszcz i piwo. W czasie naszego pobytu w Mińsku jedliśmy w kilku miejscach, za każdym razem jedzenie było bardzo pyszne. Wydaje mi się, że wszędzie było bardzo naturalne i tradycyjne. Nie jestem wielkim kulinarnym znawcą, ale zawsze bardzo mi smakowało, bez względu na to czy jedliśmy w taniej czy drogiej knajpie.

Piwo na Białorusi jest bardzo popularne, kelnerka za każdym razem proponuje ciemne, pszeniczne czy niefiltrowane, zdecydowanie lepsze piwa niż najzwyklejsze lagery.
 
Dziękuję za odwiedzenie mojej strony, będzie mi bardzo miło jeśli polubisz ją na Facebooku ;).