Mińsk dla ciekawych świata, czyli atrakcje stolicy Białorusi. cz.2.

Mińsk dla ciekawych świata, czyli atrakcje stolicy Białorusi. cz.2.

 

Wyspa Łez.

Na rzece Świsłocz położona jest Wyspa Łez.  Miejsce to dedykowane żołnierzom poległym w radzieckiej kampanii afgańskiej. Ku ich pamięci naprzeciwko Starego Miasta wzniesiono kaplicę, upamiętniającą zmarłych, a także obrazy przedstawiające matki, żony i siostry, rozpaczające po stracie ukochanych.

Na wyspie jest też figurka amorka, podobno jest taka tradycja, wśród świeżo upieczonych małżonków, że po złożeniu kwiatów pod pomnikiem żołnierzy udają się do amorka aby go po dotykać.

Jeśli chcą mieć chłopca to dotykają przyrodzenia, a jeśli dziewczynkę to pupę. Po otarciach widać, że Białorusini raczej chcą mieć chłopca niż dziewczynkę.

Hala sportowa.

Zaraz obok znajduje się hala sportowa. Nie mieliśmy w planach zwiedzania tego obiektu, ale coś się ewidentnie tu działo.

Postanowiliśmy wejść. Okazało się, że w środku toczą się mistrzostwa Europy w florecie. Nigdy nie widziałem takich zawodów na żywo, emocje dodatkowo rosły gdy do walki stawali reprezentanci Polski. Pokibicowaliśmy chwilę i musieliśmy ruszyć dalej.

Jeśli uda Wam się tu trafić, to sprawdźcie czy akurat nie ma jakiejś fajnej imprezy.

Białoruskie Muzeum Narodowe Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Z daleka widać kopułę muzeum. Powoli się zbliżamy, bo przestrzenie tu są ogromne. Mińsk to nie jest miasto ściśnięte i obudowane. Jeśli zdecydujecie się zwiedzać na piechotę to czeka Was sporo chodzenia.

Do pomnika przed muzeum prowadzą szerokie schody. Wolnym krokiem wdrapujemy się na szczyt.

Samo wejście jest obok poniżej i jest płatne.

Wielka Wojna Ojczyźniana to nic innego jak II Wojna Światowa – przy czym dla Sowietów zaczęła się trochę później, niż dla Nas.

 

W skrócie, Hitler kupił czas u Rosjan – paktem Ribbentrop-Mołotow. Przez pierwsze dwa lata wojny, Stalin dostarczał Niemcom sporo surowców by Ci mogli kontynuować swoją wojnę, teoretycznie miał za to dostać zapłatę, ale Krzyżacy nigdy się nie wywiązali z płatności, w zamian za to gdy poczuli się już bardzo silni zafundowali Sowietom operację Barbarossa.

To chyba nie do końca miejsce bym opisywał dalsze losy wojny, ale wyglądało to tak, że Stalin się wystraszył, Żukow go opier….ł, czego ten pierwszy do końca swoich dni nie potrafił mu wybaczyć.

Uciekając przed frontem palono ziemie i wsie, ewakuując fabryki. Z frontu wschodniego przerzucono olbrzymie ilości wojska. Wcześniejsze czystki Stalina, doprowadziły do sytuacji, iż nie miał kto dowodzić w rozsądny sposób. To spowodowało, że rosyjscy żołnierze biegli na hura przed siebie, ginąc masowo. Nie mieli też prawa odwrotu bo za ich plecami stały oddziały Berii i jeśli ktoś zawrócił dostawał kulkę, od „swoich”. Kiedy amerykański generał Eisenhower zapytał marszałka Żukowa: „Jak przejść przez pola minowe? Żukow powiedział: „Przodem puszczamy piechotę, a później już czołgi”. Tak to generalicja traktowała zwykłych żołnierzy.

Tą metodą front zatrzymał się na rogatkach Moskwy, nie tylko, dzięki waleczności rosyjskich szeregowców ale także, dzięki ciężkiej wschodniej zimie. Wszystko zamarzało, nawet rozgrzane lokomotywy, czołgów nie można było uruchomić, a aprowizacja nie nadchodziła na czas.

Po raz kolejny w historii, agresor został pokonany przez klimat i olbrzymią przestrzeń. Hitler nie wyciągnął lekcji z doświadczeń Napoleona.

Tym sposobem w historii Rosji tylko jeden naród zasiadł na ich tronie, czego do dziś nie potrafią mu wybaczyć.

Reasumując II Wojna Światowa, zaczęła się dla sowieckiego człowieka w roku 1941 i tak też jest pokazywana wszędzie w muzeum.

Samo muzeum dla mnie było ciekawe. Oczywiście zrobione w klasyczny sposób dla tego regionu. Wiele osób odbiera je jako nudne, propagandowe, a nawet straszne.

Oczywiście musi być czołg, katiusza i propaganda.

Sporo faktów jest pomijanych. Momentami można by odnieść, że to muzeum kłamstwa. Ale jeśli trochę znacie historię, to będziecie umieli właściwie zinterpretować ekspozycje.

Zwiedzanie trwa dość długo, co ciekawe nie ma tu tłumów, zresztą w Mińsku za wielu turystów. Nie uświadczycie

Zielony DOMEK.

Wracamy, do miasta. Mijamy teatr i operę narodową by w końcu trafić na zielony, niepozorny domek.

Ani tablicy, ani jakiejś warty, ba nawet strażnika albo kasy i pani sprzedającej bilety. Ot na skraju parku, zaraz przy Prospekcie Niepodległości coś jak by lekko zapomniane, nie wyburzone podczas rozbudowy miasta.

Ten domek to miejsce gdzie odbył się pierwszy zjazd Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji, a miało to miejsce 13 marca 1898 roku.

Autentyczny dom spalił się w czasie wojny, dzisiejsza wersja pochodzi z 1948 roku.

Wychodzimy do ulicy i po lewej stronie widzimy.

Plac Zwycięstwa.

Znajduje się tu 40 – metrowy obelisk upamiętniający poległych żołnierzy w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.

Zwieńczony jest on standardową czerwoną gwiazdą, zaś u jego stóp płonie rozpalony w 1961 roku wieczny ogień. Plac otaczają powstałe w większości w latach 50 budynki. Pod obelisk przybywają Białorusini z całego kraju, aby w ten sposób upamiętnić wojennych bohaterów.

Cyrk.

Tuż obok znajduje się cyrk w Mińsku. Nazwa cyrk zawsze kojarzy mi się z wielkim namiotem. Tym czasem jest tu murowany budynek.

Wchodzimy kupić bilety. Nie są najtańsze. Co ciekawe większość miejsc na dzień następny wyprzedana. Ustalmy gdzie chcemy siedzieć i kupujemy bilety na wieczorny seans.

Tak dawno nie byłem w cyrku. Gdzieś resztkami pamięci z dzieciństwa wspominam tresowane zwierzęta i linoskoczków.

W cyrku są tłumy. Większość dorosłych przyszła z dziećmi. Przed spektaklem można sobie pomalować twarz u klauna, kupić popcorn i zrobić zdjęcie z misiem.

Cyrk jak cyrk, sala jest pełna. O ile artyści mogą robić co chcą i faktycznie momentami przedstawienie stoi na wysokim poziomie o tyle gdy na scenę wybiegają zwierzęta dostrzegam coś niepokojącego.

Koty są zjeżone, naprężone jak by się czegoś obawiały. Małpy patrzą z niepokojem na swoich treserów pomiędzy kolejnymi popisami.

Ale kiedy pojawiają się niedźwiedzie, to ja dostaję gęsiej skórki. Te zwierzaki sprawiają wrażenie przerażonych. Widać, że przeraźliwe boją się swoich opiekunów. Jestem bardzo zniesmaczony, tym co widzę. Choć w sumie znalazłem się tu na swoje życzenie i za swoje pieniądze.

Nie popieram tego typu atrakcji i jestem wyraźnie przeciwny cyrkowi ze zwierzętami. Wychodzę z cyrku zły na siebie, że przyszedłem na przedstawienie.

Plac Październikowy.

Znajduje się w pobliżu cyrku, to jeden z głównych placów Mińska.

Plac wytyczono i zbudowano w latach 1949-1950. We wrześniu 1952 roku wzniesiono na nim dziesięciometrowy pomnik Stalina, a pięć lat później trybuny, z których władze Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej przyjmowały parady i defilady. Plac zasłużył sobie tym samym na ówczesne miano placu Centralnego. W 1961 roku posąg Stalina wysadzono w powietrze. W 1984 roku, w związku z otwarciem pierwszej linii metra, plac przemianowano na Październikowy, a na jego środku rozpoczęto trwającą 17 lat budowę wielkiego Pałacu Republiki. Od tego placu liczy się wszystkie odległości dla Mińska.

Bibliotek Narodowa.

Dlaczego ten budynek ma taki kształt ? zapytałem spotkanego Białorusina.

Bo to nasz diament – otrzymałem odpowiedź.

To jedna z największych i niezwykłych bibliotek świata. Mieści się tu największy zbiór białoruskich materiałów drukowanych, a także trzecia na świecie co do wielkości kolekcja książek w języku rosyjskim.

Budynek zaprojektowali architekci Michail Vinogradov i Viktor Kramarenko.

Zbudowana w 2006 roku, ma 23 piętra, wysokość budynku to 73,6 m, waga – 115000 ton (bez książek). Ogólna powierzchnia biblioteki wynosi 113700 m2. Cała powierzchnia “diamentu” pokryta jest panelami LED, co stanowi największy ekran reklamowy w kraju o powierzchni 1985 m2. Ten wielokolorowy wyświetlacz czynny jest od zachodu słońca do godziny 0:00. Wzory i rysunki na nim ciągle się zmieniają.

W samej bibliotece nie ma tłumów, może to z powodu, iż jest weekend. Muszę przyznać, że budynek wygląda w środku imponująco jak na bibliotekę, nigdy w takiej nie byłem. Nad moją głową jak w futurystycznym filmie jeżdżą zawieszone wagoniki z książkami, ściany pokryte są malowidłami charakterystycznymi dla białoruskiej historii.

Jeśli już zwiedzicie bibliotekę możecie wyjechać windą do góry na jej szczyt, gdzie znajduje się taras widokowy by w podziwiać Mińsk.

Poniżej znajduje się niewielka knajpka gdzie można sobie chwilę odpocząć po intensywnym zwiedzaniu stolicy Białorusi.

Co ciekawe biblioteka od pewnego czasu staje się jednym z najczęściej odwiedzanych atrakcji, więc nie zapomnijcie jej odwiedzić.

Czas wracać.

Kończę zwiedzanie Mińska. Kiedy jadę na lotnisko zaczynam odczuwać jakiś niedosyt. Przeleciałem jak wiatr przez stolicę Białorusi. Szybko zobaczyłem kilka punktów na turystycznej mapie, wpadłem do kilku przypadkowych knajp i rozmawiałem tylko z paroma osobami.

Brakło czasu by sobie gdzieś spokojnie posiedzieć, popatrzeć, pomyśleć i przegadać z mieszkańcami.

To dobrze, że ułatwiono podróżowanie, ale niestety tylko na 5 dni. To już uruchomiło ruch turystyczny, ale co będzie gdy pozwoli się wjeżdżać na miesiąc bez wiz ? Białoruś niby tak bliski sąsiad, a wciąż tak odległy. Z każdym dniem, czuję, że chciał bym tam wrócić by spokojniej odwiedzić kilka zakątków tego państwa.

Jeśli tylko będziecie się zastanawiać czy odwiedzić Mińsk, spokojnie kupujcie bilet i rezerwujcie hotel. Bo jestem przekonany, że w najbliższych latach Białoruś stanie się turystycznym hitem. Zobaczycie 😉

Dziękuję za odwiedzenie mojej strony, będzie mi bardzo miło jeśli polubisz ją na Facebooku ;).

Drogi Podróżniku, poniżej znajduje się reklama Google. Zupełnie nie mam pojęcia, co Ci się na niej wyświetla. Jeśli chciałbyś lub chciałabyś wynagrodzić mi jakoś pracę nad stroną, proszę kliknij w reklamę i nic więcej. Dziękuję za wsparcie strony.