Stary Groń, Orłowa i Równica – projekt „Polskie Góry”.

Stary Groń, Orłowa i Równica.

Ostatni raz jedziemy w Beskidy. Nie chcemy marnować zbyt dużo czasu na dojazd. Wybór znowu pada na Brenną.

Parkujemy jak zwykle w pobliżu biedronki. Jest tu duży parking i jeśli przyjedziecie rano, to bez problemu znajdziecie miejsce do parkowania.

Idziemy w przeciwną stroną niż ostatni, gdy wspinaliśmy się na Błatnią. Szukamy zielonego szlaku. Zaraz z rzeczką przepływająca przez Brenną znajdujemy wejście na trasę.

Samo wejście na Stary Groń nie jest kłopotliwe. Szczyt nie jest wysoki (798 m.n.p.m.) czas potrzebny od strony Brennej to około 90 minut. Trzeba przyznać, że po drodze jest kilka miejsc z pięknym widokiem.

To trasa idealna dla rodzin z dziećmi. Moim zdaniem świetny pomysł na sobotnią wycieczkę.

Dla mnie prywatnie to mały powrót do przeszłości. Jak już wspominałem w wcześniejszych tekstach, bywałem w Brennej na koloniach. Pamiętam, że raz weszliśmy na Stary Groń. Była tu wtedy oaza i sporo rozmodlonej młodzieży.

Dziś, kiedy tu jesteśmy jest zupełna cisza. Żywego ducha nie ma. W porównaniu do tatrzańskich szlaków, turystów tu jak na lekarstwo. Ale to dobrze. Wędrówka jak by przyjemniejsza i daje więcej satysfakcji.

Po chwili odpoczynku – zaczynamy kierować się na Brenną Szkoła. Musimy dojść do żółtego szlaku i powoli schodzimy na dół do Brennej. Taki też był zamysł tego trekkingu by kilka razy zejść i wejść. Tak by nogi na przemian popracowały.

Sama Brenna Szkoła to też dla mnie kilka wspomnień. Byłem tu na koloniach. Niby pamiętam tą szkołę, niby to ta, a jednak jak przez mgłę. Byłem tu w połowie lat 80, sporo się pozmieniało. To już tyle lat więc miało prawo. Nie mam odwagi wejść do środka, zresztą są wakacje, więc pewnie szkoła zamknięta, a dzieci teraz na kolonie nie jeżdżą po takich szkołach tylko do Chorwacji.

Rozglądamy się, szukając którędy mamy wejść na Orłową. To kolejna niewysoka góra. Też byliśmy na niej w czasie kolonii. Pamiętam, że szlak wił się w lesie co chwila przecinając strumienie. Ale chyba ktoś przez te 3 dekady zmienił zdanie co do szlaku i znowu moje wspomnienia mijają się z rzeczywistością.

Na początku jest bardzo mokro, w zasadzie idziemy po błocie. Pewnie to przez ostatnie opady deszczu, potem momentami szlak robi się bardzo stromy, a żeby było trudniej giną jego oznaczenia i chwilę kręcimy się po okolicy, finalnie i tak pomaga nam mapa z google.

Momentami szlak wychodzi z lasu i widoki na otaczające nas góry jest przepiękny. Fajnie też widać Stary Groń na którym byliśmy jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej.

W końcu docieramy na szczyt.

Orłowa (813 m n.p.m.) – jej szczyt jest delikatnie ukryty w lesie. Taki kameralny wierzchołek.

Orłowa  jest rozległą górą, oddzieloną od samej Równicy głęboko wciętą przełęczą Beskidek (662 m n.p.m.). Ma kształt potężnego rogalika zwróconego rogami ku południu. Ramię wschodnie i środek owego rogalika leżą w głównym grzbiecie pasma, zaś ramię zachodnie, rozszerzające się na końcu, opada ku dolinom Dobki i Suchej Dobki. Kulminacja znajduje się w środku owego rogalika, w grzbiecie głównym pasma.

Na północno-wschodnich zboczach Orłowej znajdują się pozostałości partyzanckiego „bunkra” z czasów II wojny światowej, zwanego „bunkrem w Grapach”. Został zbudowany jesienią 1944 r. przez braci Jaworskich z plutonu Brenna (Okręg Śląski Armii Krajowej) przy pomocy członków radzieckiego oddziału wywiadowczego majora Wasilija Anisimowa, zwanego w Brennej „Szczepanowiczem”. Ów bunkier był właściwie zręcznie zamaskowaną ziemianką o wymiarach ok. 3 x 4 m, obecnie już bardzo zniszczoną. W dniach 24 grudnia 1944 – 19 stycznia 1945 r. była ona schroniskiem kilkunastu partyzantów z grupy majora Anisimowa. Została zdekonspirowana na skutek zdrady miejscowego gajowego, kolaborującego z Niemcami. Po trwającej ok. półtorej godziny walce partyzanci przerwali podwójny pierścień wroga i uszli w okoliczne góry.

Ruszamy dalej, niebieskim szlakiem w kierunku Równicy, przez przełęcz Beskidek. Na szlaku pojawia się więcej turystów. To efekt tego, iż na Równicę można wjechać samochodem od strony Ustronia, co czyni większość i pospacerować sobie po okolicy.

Równica ma wysokość – (885 m n.p.m.)

Stoki i sam wierzchołek są porośnięte lasami, głównie bukowymi i mieszanymi.

Na podszczytowej polanie, na wysokości 785 m n.p.m. znajduje się schronisko górskie założone w roku 1927, którego wygląd nawiązuje do architektury regionalnej. Wewnątrz mieści się placówka GOPR.

Na szczycie Równicy oraz obok schroniska znajduje się węzeł szlaków turystycznych, którymi dotrzeć można do centrum Ustronia, Ustronia Polany, Skoczowa, Brennej i na Przełęcz Salmopolską. Przebiega tędy Główny Szlak Beskidzki.

Jest wakacyjny ciepły weekend, więc przy schronisku masa ludzi. Prawie wszystkie stoliki i krzesła są zajęte. W bufecie w schronisku istna walka o kotleta, piwo i parówkę.

To już nasz ostatni odpoczynek. W końcu udaje się kupić w barze cole i nawet znajdujemy miejsce przy stoliku. W zasadzie to mam wrażenie, że tylko my tu jesteśmy turystami z plecakami, reszta to „przyjezdni”.

Po dłuższej przerwie wracamy na szlak ten sam którym tu przyszliśmy. Będąc „pod Równicą” skręcamy za zielonym szlakiem w kierunku Brennej. Czeka nas zejście do parkingu.

Fajne jest to, że od tej strony spotykamy jednak turystów chcących wejść o własnych siłach na szczyt Równicy.

W końcu pojawiają się zabudowania i asfaltowa droga. Musimy jeszcze trochę obejść po Brennej by dotrzeć do auta.

Endomondo pokazuje że przeszliśmy 22,5 km w 5:47 h. Kolejny ładny trekking za nami.

Forma już bardzo fajna, a my jesteśmy gotowi na Tatry.

 

Dziękuję za odwiedzenie mojej strony, będzie mi bardzo miło jeśli polubisz ją na Facebooku ;).